niedziela, 4 października 2015

Rozdział Pierwszy

     Spojrzałam za okno na rozkołysane lekkim wiatrem drzewa. Mama krzątała się po kuchni przygotowując mi zdrowe śniadanie, a ja siedziałam przy stole grzecznie czekając. Kątem oka widziałam jej nienaganną figurę i perfekcyjny strój. Od zawsze marzyła i zmuszała mnie bym była taka jak ona. Idealna, perfekcyjna w każdym calu. Bez najmniejszej skazy, ze wzorowym zachowaniem i nienaganną opinią. Westchnęłam pod nosem i oparłam brodę na ręce. Po kilku sekundach moja rodzicielka stanęła nade mną z surową miną, położyła dłonie na biodrach i powiedziała chłodno.
  -Nie garb się. Siedź prosto. I nie wzdychaj.
Trzy krótkie polecenia, które musiałam natychmiast wykonać. Usiadłam prosto powstrzymując się od przewrócenia oczami. Byłam wzorową córeczką, tak jak należało. Jednak z każdym dniem przytłaczało mnie to coraz bardziej. Miałam dość bycia "idealną". Ukrywania wszystkiego co we mnie siedzi. Wszystkich uczuć, emocji, myśli.
  -Haneko, czemu uśmiech nie gości na twojej pięknej twarzy?-Pogodnym głosem spytał ojciec, który własnie wszedł do kuchni. Popatrzyłam na niego, a delikatny uśmiech sam wkradł mi się na usta. Stał kilka kroków ode mnie w czarnych spodniach wyprasowanych w "kancik" i białej koszuli. Dość niezdarnie próbował zawiązać sobie krawat, jednak w ogóle mu to nie wychodziło. Zaśmiałam się pod nosem podnosząc się z siedzenia.
  -Nie rozśmieszaj jej, bo rozmaże makijaż.-Chłodny głos mojej matki nie wywołał na tacie żadnego wrażenia. Mężczyzna spojrzał na mnie i zaśmiał się bezgłośnie wzruszając bezradnie ramionami. Podeszłam do niego i chwyciłam za krawat. Może i nie umiałam wiązać go fachowo, tak jak moja mama, ale potrafiłam zrobić to lepiej od taty. Kiedy uporałam się z zawiązaniem go, poczułam jak przechodzą mnie dreszcze. Znałam to uczucie bardzo dobrze. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam jak kobieta mierzy naszą dwójkę chłodnym wzrokiem. Chociaż słowo "chłodny" jest za delikatne.
  -Mógłbyś w końcu nauczyć się wiązać krawat sam.-Powiedziała spokojnie. Poniekąd podziwiałam ją za to. Bo nawet w chwilach, kiedy jej głos powinien drżeć ze zdenerwowania nadal był spokojny, chłodny i opanowany.-Kogo będziesz o to prosił, kiedy Haneko wyjedzie?
  -Gdzie wyjedzie?-Zapytaliśmy jednocześnie. Czyżby moja matka zaplanowała mi już całe życie?
  -No jak to gdzie? Do najlepszego uniwersytetu jaki zna świat.
Mówiąc to postawiła na stole talerz z dwiema kanapkami. Następnie minęła zdziwionego tatę i wyszła z pomieszczenia. Spojrzałam na mężczyznę ze smutkiem. Ten objął mnie tylko ramieniem i pokręcił głową.
  -Nie martw się. Hinata jeszcze zmieni zdanie.-Ścisnął mnie mocniej-A teraz jedz.
Wymusiłam na sobie uśmiech i posłusznie usiadłam do stołu. Tato nalał kawy do kubka i wyszedł z kuchni zostawiając mnie samą z myślami. Spojrzałam na kanapki ze zdrowymi kiełkami. Nie miałam już apetytu i szczerze mówiąc niedobrze mi się robiło od patrzenia na nie. Odsunęłam od siebie talerz i popatrzyłam za okno, za którym w dalszym ciągu szalał wiatr. Wiatr.. Jak ja bym chciała być tak wolna jak on...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz